










|
Relacja z pobytu w Hamburgu 27.11.-14.12.2007r
26.11.07r
Wyjechaliśmy o 6.00 rano aby uniknąć korków na drodze-co się nam i tak nie udało:( Do Knurowa dotarliśmy o godzinie 11.30. Tam przesiedliśmy się do samochodu Piotra i ruszyliśmy w drogę. Weronika jak przystało na „urodzoną turystkę” całą drogę była grzeczna i nie sprawiała żadnych problemów. Do Hannover dotarliśmy na godzinę 18.00. Nocowaliśmy w tym samym hotelu co podczas wyjazdu na konsultację.
27.11.07r
Do Hamburga dotarliśmy na czas. Po załatwieniu formalności związanych z przyjęciem Weroniki na oddział ,wprowadzeniu się do przyszpitalnego apartamentu, czekała nas rozmowa z lekarzem i anestezjologiem i tutaj nieoceniona okazała się pomoc Piotra, dla którego język niemiecki nie stanowi żadnego problemu a posługuje się nim tak samo wprawnie jak swoim ojczystym:) Potem jeszcze trzeba było zrobić zdjęcie rentgenowskie. Dobrze, że Piotr został z nami przez pierwsze trzy dni, bo nie wiem jakbym sobie poradziła-mój angielski jest raczej słaby:(Po rentgenie była jeszcze wizyta lekarska a potem mogliśmy pojechać do miasta żeby coś przekąsić. Cały czas czułam zdenerwowanie bo nie mogłam zapomnieć o tym ,że następnego dnia Weronika przejdzie bardzo skomplikowany zabieg na obu dłoniach. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, że ten długo wyczekiwany moment nareszcie nadszedł, z drugiej strony czułam okropny niepokój czy wszystko będzie dobrze z jej serduszkiem podczas operacji i czy nie będzie innych komplikacji. Przed godziną 17.00 byłam już na oddziale z Weroniką . O 19.30 mała została wykąpana w ogromnej wannie :)-co się jej bardzo spodobało-z dodatkiem środka odkażającego. Ponieważ pielęgniarka zadbała o to ,żeby Weronice się w tej wannie nie nudziło i nawrzucała jej tam zabawek, miałam trudności żeby ją potem stamtąd wyciągnąć ;-)Po kąpieli dłonie jej zostały zawinięte w wyjałowione gazy i bandaże i tak miało już zostać aż do operacji.
28.11.07 Dzień operacji Nadszedł ten dzień! Weronika pół godziny przed zabiegiem dostała „głupiego jasia” do wypicia. Oczywiście jako dziecko ,z którym nie ma żadnych problemów jeśli chodzi o przyjmowanie leków,wypiła to bez protestów. Po chwili była już bardzo spokojna i „obojętna” na to co się dzieje dookoła. Zabrano ją o godzinie 11.30-odprowadziliśmy ją do windy-dalej nie wolno już iść rodzicom. Rozpoczęło się nerwowe czekanie. Powiedziano nam ,że operacja będzie trwała od 3.5 do 4,5 godzin ,więc w tym czasie możemy iść do cafeterii . Poszliśmy aby coś zjeść ale zaraz potem wróciliśmy do szpitala. W trakcie trwania operacji –ku naszemu zaskoczeniu-przyszedł lekarz aby nas poinformować jak przebiega operacja, i że wszystko z serduszkiem w porządku. Operacja skończyła się kilkanaście minut po godzinie 16.00. Poinformowano nas, że za chwilę przywiozą Weronikę na salę. Po przywiezieniu jej na salę zaczęły się jednak problemy. Zaczęła spadać jej saturacja krwi. Mała była płaczliwa i zdenerwowana co też miało nie mały wpływ na tendencję spadkową saturacji. Zdecydowano zabrać ją na salę intensywnej opieki medycznej i podać tlen. Weronika bardzo płakała więc dostała zastrzyk na uspokojenie. Kiedy się ponownie wybudziła, wszystko wróciło do normy i mogłam zabrać ją już do naszego pokoju:)
29.11.07r. Pierwsza zmiana opatrunku. Paluszki były napuchnięte i pokryte zaschniętą krwią- trudno było cokolwiek dostrzec. Jedno co mi utkwiło w pamięci to to ,że dłoń lewa była trochę bardziej spuchnięta niż prawa. Jednak lekarze zapewniali nas, że wszystko jest w porządku. Weronika tylko na początku miała „kwaśną minę”, potem się rozchmurzyła.
03.12.07r. Zmiana opatrunku No i moje obawy o dłoń lewą nie były bezpodstawne:(.Przy zmianie opatrunku okazało się,że dłoń napuchła i podciekła krwią-bardzo brzydko to wyglądało. Lekarze podejrzewali, że może wdała się infekcja. Musieliśmy wykupić antybiotyk i polecono nam zgłosić się na drugi dzień na zmianę opatrunku. Bardzo się wtedy bałam co będzie dalej.
04.12.07r. Dzień drugiej (nieplanowanej) operacji Weronika obudziła nas bardzo wcześnie rano, więc o 6.00 godzinie byliśmy już po śniadaniu. Na ósmą godzinę mieliśmy iść do szpitala na zmianę opatrunku, jednak niespodziewanie do drzwi zapukała sekretarka Dr.Habenichta z informacją, że zdecydowano reoperować lewą dłoń Weroniki aby dociec przyczyny powstania krwiaka no i celem usunięcia go. Zdecydowano, że to jest bardziej bezpieczne .Nie było bowiem pewności ,że krwiak się wchłonie po podaniu antybiotyku. Pani Ziegler poinformowała nas, że operacja odbędzie się o 14.00 . Byliśmy bardzo zdenerwowani zaistniałą sytuacją, ale ufaliśmy lekarzom i czuliśmy ze robią to mając na celu jej dobro. Operacja trwała 2,5 godziny i wbrew moim obawom-na szczęście- nie było żadnych komplikacji ani podczas operacji ani po. Weronika była osłabiona ale parametry miała idealne:).Podczas operacji stwierdzono ,że naczyńko krwionośne mniejsze zostało połączone a większym i nie dawało sobie rady z odprowadzaniem krwi z tego większego naczyńka-stąd ten krwiak. Skorygowano te naczyńka i założono dren z sączkiem. Po operacji dłoń już przy pierwszej zmianie opatrunku wyglądała dobrze.:))Ogromnie się cieszyliśmy. Jednak nasz pobyt w Hamburgu miał się przez to wydłużyć o tydzień, ponieważ do zdjęcia szwów nie można było jej znowu znieczulać w tak krótkim odstępie czasu. Poinformowaliśmy o tym Piotra-ponieważ musiał przez to przyjechać po nas później ,a nie byliśmy pewni czy da radę to załatwić. Na szczęście nie był to dla niego problem :)Następne dni spędzaliśmy na spacerach ,zmanach opatrunków i wyczekiwaniu przyjazdu Piotra, który często do nas dzwonił ,żeby się dowiedzieć co u nas słychać a szczególnie u Weroniki:)
13.12.07r.
Dzień zdjęcia szwów Operacja zdjęcia szwów zaczęła się o godzinie 8.00. Wtedy nie przeczuwałam jeszcze, że na skutek nieporozumienia dojdzie do komplikacji:( Weronika o godzinie 7.30 otrzymała jak zwykle „głupiego jasia” a po pół godzinie zabrano ja na blok operacyjny. Zabieg planowo miał trwać 45 minut. Po upływie godziny zaczęłam się denerwować dlaczego jej jeszcze nie przywieźli powrotem. Miałam złe przeczucia ,że dzieje się coś złego. Po półtorej godziny czekania byłam już bardzo zdenerwowana. W tym właśnie czasie przyszła po nas pielęgniarka i zabrała nas na salę gdzie wybudza się dzieci po operacjach. Weroniczka leżała podpięta pod różne monitory z pomiarami. Brzydko kaszlała. Po chwili podeszła pani anestezjolog żeby z nami porozmawiać-była też przy tej rozmowie tłumaczka (pielęgniarka- polka). Zapytała nas czy Weronika jadła coś przed operacją. Powiedziałam, że jadła kaszkę mleczną o 4.00 rano i od razu skojarzyłam ,że operacja była o 8.00 więc nie była na czczo. Okazało się, że mąż źle zrozumiał kiedy mała miała zjeść ostatnie jedzonko:(.4 godziny przed zabiegiem mogła się tylko napić wody lub herbatki:(. Przez to ,że nie była na czczo zaczęła podczas zabiegu wymiotować i zalała sobie płucko wymiocinami. Było podejrzenie, że może dojść do zachłystowego zapalenia płuc. Jeśli by do tego doszło musiałaby zostać w szpitalu i być leczona na oddziale. Obserwowano ją przez 8 godzin. W tym czasie cały czas mogliśmy przy niej być. Weronika na szczęście pokonała trudności, przestała kaszleć i na płuckach nic nie było. Dla pewności mieliśmy jeszcze przed wyjazdem do domu, przyjść na oddział aby mógł ją zbadać jeszcze lekarz. Gdy wychodziliśmy ze szpitala, na dole przy windzie czekał na nas już Piotr-zdenerwowany całą tą sytuacją, podobnie jak my. Bardzo się ucieszyliśmy jak go zobaczyliśmy a Weroniczka najbardziej:)) bo ona bardzo lubi „wujka”Piotra. Weronika miała okazję poznać też szwagierkę Piotra -Gosię, która przyjechała razem z nim. W apartamencie Weroniczka bardzo szybko doszła do siebie –jakby czuła ze następnego dnia pojedziemy do domku!
14.12.07r Był to wyjątkowy dzień ze względu na to ,że Weroniczka kończyła dwa latka i już na dzień dobry lekarze złożyli jej życzenia:)) no i ze względu na to ,że był to dzień powrotu do domku:) Lekarz zbadał Weronikę i na szczęście wszystko było w porządku. Dr.Habenicht zmienił Weronice opatrunki i szczegółowo opisał Piotrowi co mamy dalej z dłońmi robić. Dostaliśmy to też szczegółowo opisane w liście-musimy tylko jeszcze to przetłumaczyć;-). Wyjaśnił, że opatrunki ma Weronika nosić jeszcze przez tydzień a następnie musimy u technika ortopedy wykonać dla niej szyny na rączki, które będzie zakładała na noc ,żeby paluszki miała wyprostowane. W dzień ,po tygodniu, ma już chodzić bez opatrunków i mamy jej masować paluszki oraz ćwiczyć prostowanie w stawach. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi, zrobiliśmy pamiątkowe pożegnalne zdjęcie z doktorem Habenichtem i nareszcie mogliśmy ruszyć w drogę powrotną do domku:) W drodze Weronika jak zwykle była grzeczniutka i kochaniutka. Dzielnie zniosła całą podróż. Nam też nawet to dość szybko zleciało tym bardziej, że nie nudziło nam się z Piotrem ani chwilę :))W domu byliśmy o godzinie 22.00,zmęczeni podróżą ale szczęśliwi, że to wszystko już za nami.
|
|
Weronika dzień po operacji |
|
Pierwsza zmiana opatrunku |
|
Zabawa po zmianie opatrunku :) Weronika i Dr. Max Mann |
|
Dzień wyjazdu do domku: Weronika z mamą, ”wujek” Piotr i Dr.Habenicht |